Opinie o naszych potrawach znalezione na forach dyskusyjnych. Jeśli chcesz, aby twoja opinia została umieszczona to ją wyślij na adres agnes77magnes@wp.pl.
Infoludek.pl [dodane 28 października 2008]
Forum
www.forum.aramis.pl [dodane 18 maj 2008]
"Nadrabiajac zalegle relacje Losos z pyrami, kaparami i sosem. Naprawde w deche, nie jadlem w sumie nigdy rownie dobrego lososia na cieplo (ale z drugiej strony to za duzo ich nie jadlem, nie liczac wedzonych ). Miecho miekkie, soczyste, dobre. Schab w panierce w sosie, pyry, mizeria i pieczarki na zloto. Oooooo yeeeaaaaah.. To bylo dobre. Wielki talerz, spory schaboszczak, swietnie przyrzadzony. Jak sobie pomyslalem ze za ta cene zazwyczaj mialem obiad w KFC po ktorym szukalem dalej zarcia to az mi sie przykro zrobilo Salatka z kaczka - ciekawostka. Salata + owoce ( mango, pomarancze, gruszki, jablka ) ladnie ulozone, polane fajnym sosem i na to kilka podsmazonych plastrow kaczego miesa. Jest normalnie w menu ale nie ma za bardzo chetnych a kucharz chce zachwoac swiezosc skladnikow wiec od reki sie nie dostanie, najlepiej sie umowic na ta salatke A jutr - STEK "
"OK,bylem dzisiaj na takim specjale Kwadraciki z ciasta pizzowego, do tego ichniej produkcji, w oddzielnych miskach, maslo czosnkowe, sos od kebaba ( sobie zazyczylem zgaduje ze jest to sos musztardowo-majonezowy, ciezko okreslic ) i PESTO Porcja byla bardzo duza, sam bym nie zjadl. Wszystko ekstra a to pesto.. Uber- Cool! Zaplacilem 25zl. Porcja pojedyncza samych kwadracikow z maslem czosnkowym - ~7zl. Pesto ichniej produkcji - 10zl. Ciezko okreslic ile tego bylo ale bylo sporo, kucharz mowil ze okolo 200g. Dla porownania - pesto marki TESCO kosztuje 9.99 za jakies 120g, o ile dobrze pamietam. Zamowie sobie sloik ich pesto do domu ;] Soon - gnocchi! "
"No dobra, rzadko kiedy tak mam, ze po prostu musze sie tym podzielic. Na piastow, kolo tej uczelni na skrzyzowaniu z narutowicza jest niewielka pizzeria. Mowie wam - najlepsza pizza jaka jadlem w szczecinie. Przede wszystkim - wyglada i smakuje jakby ktos to robil a nie jakby calosc byla odgrzewana z zamrazalnika. Pierwszy raz spotkalem w jakiejs pizzerii tak swieze zarcie - skladniki sa codziennie robione, mowie wam, ekstra. Oprocz pizzy, ktora jak to pizza, zawsze jest dobra ( Marek i Norbert probowali podczas zawodow ) sa jeszcze makarony i inne dania. Goraco polecam..kebab Malo przypomina takiego kebaba z arab-budy jakich u nas pelno, bula swiezo wypiekana, warzywka niczym wloska salatka i swietny dressing. No i wg mnie najlepsze pieczywo czosnkowe w szczecinie od czasu jak Pizza Hut przestala robic to w ksztalcie bulek. Tak wiec - powiew swiezosci w dziedzinie szecinskiej wloszczyzny, obowiazkowo trzeba odwiedzic. Na start polecam kebab, pieczywko i jakiegos makarona, zwlaszcza penne dolce picante. Ceny - pizza cenowo z gatunku tych nie za drogich. najdrozsza to 39zl za 45cm kawal pizzy z fikusnymi skladnikami o nazwie Afrodyzjak ( tak, sa tam małze ) a najtansza pizza to calzone i basta - 14 i 16zl. Margherita jest nonkonformistyczna - za 18zl masz pizze z pomidorami bez skorki, oliwą, mozarella i ziolami i to w rozmiarze 45cm. Makarony - mediana = 13zl. Dobre i duzo. Pieczywo czosnkowe - 7zl. Wiecej niz w innych pizzeriach ale warto - to pieczywo to w zasadzie mala pizza z serem i swiezym czosnkiem. Kebab - 7zl. Wiecej niz arab-budy ale dammit, warto jak diabli. W pizzerii codziennie specjal szefa kuchni w przedziale cenowym 20-30zl z roznego zakresu - ryby, miecha itp. Mozna sie ugadac na swieze scampi, poledwice i rozne dania na zamowienie. Kucharz ma kwalifikacje az nadto wysokie jak na taka mala pizzeryjke - gotowal, jak pamietam, w 3 roznych krajach Dostawa w cenie, nie ma informacji jak z zakresem ale ja mieszkam calkiem blisko wiec nie doplacam. Przypuszczam ze to promocja i dlugo nie potrwa. Wady -brak w ofercie wiekszych niz 0.5l napojow a mniejsze cole i fanty sa po 5zl za 0.5l wiec dosc drogo no i nie idzie sie napojami obkupic jak zamawia sie pizze na impreze -problemy z kierowcami. Jako ze to nowa pizzeria to jeszcze maja okres przejsciowy i klopoty z pracownikami. Czas dostawy jest dosc krotki ale czasem sie wydluza bo np kierowca nie przyszedl jeszcze do roboty ( dot godzin tuz po otwarciu ). No a ze nowi pracownicy to jeszcze czasem nie uwazaja i sos z makaronu czy kebaba troche sie rozpackac potrafi.. -Malo miejsca w srodku -> wada pod warunkiem ze sie chce zrobic impreze urodzinowa Reasumujac DAMN! Najlepsza pizzo-restauracja wloska z jaka mialem stycznosc w szczecinie. Konkuruje smialo ze stargardzka Toscania. Kontakt Telefon - 0600780509 oraz 0504040487 Czynne od 10 do 22 al. Piastow 41 Aktualne promocje Po 18 ceny pizzy negocjowane Do dwoch duzych pizz gratisowo coca-cola ( nie wiem jaka, chyba 1l ) Codziennie nowy specjal szefa kuchni"
"Kolejny dzien, kolejne danie, tym razem nie olśniło mnie kulinarnie Filet z kaczki z pieprzem w gestym sosie grzybowym ( nie pieczarkowym ), do tego pieczone jablko nie-ciachane z zurawina. Kaczka sama w sobie nie powala, wole kurczaka ale danie ogolnie wyszlo niezle. Brakowalo tylko jakiegos zapychacza w stylu ziemniakow czy cuś. Dzis zaprosilem ojca na umowione langusty i krewety i tu niestety kiepskawo. Boje sie ze jak Ligi wroci to mnie ukrzyzuje, bo mam wrazenie ze do lepszych rzeczy byl przyzwyczajony.. Langusty, mimo ze wiedzialem ze beda male, to byly zaskakujaco male. W zasadzie nawet sie nazywaly langustynkami oficjalnie, moj ojciec powiedzial ze to homarce. Kij wie, nie lubie owocow morza. Przyrzadzone na tyle dobrze na ile mozna przygotowac skorupiaka w pancerzu Krewetki - ajjjj.. Liczylem na duze krewety w stylu Black Tiger a byly zwykle krewetki w skorupkach, takie niewielkie. W zasadzie to myslelismy ze te krewetki to zakaska do tych Krewetek Wlasciwych :/ Zwrocil za to moja uwage sos - nie wiem do czego byl w sumie, czy do salatki czy do krewetek. Jak do krewetek to zonk - bylo go tyle ze te krewetki moglyby w nim plywac jak w zupie Sos fajny, nie wiem z czego, delikatny, lekki, barwy lososiowej i zawieral Martini Dobrze szedl z chlebkami, zatargalem sobie do domu i bede dalej trawil. Wady Organizacja! Tragedia! Akurat sie tak zlozylo ze dzisiaj zapewniali komus katering na 12 osob wiec wszystko kulalo. Czekalismy pol godziny na jedzenie, problemy z komunikacja, z domawianiem, z ustalaniem tego co zamowilismy, z rozliczaniem sie.. Babka z obslugi nie byla poinformowana na co ja sie z kucharzem umowilem i musialem do niego ciagle zagadywac, on zajety gotowaniem, znikal w kuchni, ciezko bylo zagadac i cos domowic.. Ech :/ Na szczescie ja mam niski prog zadowolenia - nie mam az tak dramatycznie wysublimowanych kubkow smakowych jak ligi. Dzisiaj mialem dobry dzien i jakos mi to strasznie nie przeszkadzalo. ..Ligi oszczędź zrzędzenia "
"No dobra... Tera jo ! Jakoś to sobie inaczej wyobrażałem. Mówię o lokalu, a nie o jedzeniu (na razie ). Zaskoczyło mnie że jest on aż tak mały. W sumie spodziewałem się czegoś, ja wiem-kameralnego, i rzeczywiście było kameralnie . Do tego stopnia że słyszałem każde mlaśnięcie grupy "plastikowej" młodzieży opychającej się kebabami. Fakt, że proces przeżuwania nie wyhamował w najmniejszym stopniu procesu ich konwersacji, zdziwił mnie niepomiernie. Przeciez każdy normalny człowiek usiłujący jeść i jednocześnie mówić powinien przynajmniej choć raz się zakrztusić. A tu NIC! Widać inny gatunek. Ewolucja prze nieubłaganie do przodu za nic mając sobie takie wymierające gatunki jak ja, wychowane w tonie "najpierw zjedz, potem mów". No cóż... pozostaje usiąść cichutko w kąciku i czekając na Wesołego Kosiarza mruczeć pod nosem Mantrę Mamuta: "kiedyśwszystkobyłolepiejkiedyśwszystkobyłolepiej....." Wracając do knajpy. Jakoś udało nam się zająć jeden z obecnych tam 4 (sic!) stolików. Rzuciłem shield'a "Sfera Ciszy" żeby osłonić nas przed straszliwymi magicznymi atakami młodych adeptów- "kurwajebanaszmatapierdoliskuażeSiwydoniejdzwoniłi..." (+20 do "Zniewolenia Umysłu" i -10 do Op dla przeciwnika) ...i zasiedliśmy. Kelnerka pojawiła się po chwili, lecz po moich słowach : Dzień dobry, byliśmy na dziś umówieni na degustację langusty i scampi" mina jej nieco zrzedła a w oczach zabłysła panika. Pomyślałem "No piknie- coś nie wypaliło. Pewnie nie ma langust, albo sprzedali je komuś innemu " Ale nie- okazało się że po prostu musimy "trochę" poczekać na nasze dania. No to czekaliśmy. W międzyczasie kelnerka przyniosła nam zamówione białe wino i korkociąg. Postawiła to przede mną i powiedziała: "Otworzy Pan wino?" :D:D Zdębiałem na ułamek sekundny, aczkolwiek lata grunge'owo-obozowych przyzwyczajeń wyrobiły we mnie bezwarunkowy odruch: "jest wino- to trzeba je otworzyć, nie ma- to trzeba skołować". Chwyciłem więc za butelkę i oglądam cóż to za specyjał. I co? CARLO ROSSI !!!!! spodziewałem się czegos bardziej, no nie wiem...hm.... NIE KOMERCYJNEGO. Noż cholera, chociaż Chardonnay Z RPA, albo nawet niemiecki Reisling. Gorsza była by juz chyba tylko Sofia (spoko- nie jest zła; jechałem na niej pół liceum ) eh... z winem sie nie popisali. Nie, nie było złe. Choć nie było schłodzone. Lekkie, półwytrawne. Wypite na czczo (bo od rana do 18 zdążyłem zjeść jeno jogurt) nawet ładnie zamrowiło w karku... Ale to Carlo Rossi... Czy ktos mnie zrozumie ? Potem na stół wjechały przystawki: pesto, masło czosnkowe i suszone pomidory w oliwie z oliwek i pietruszką. I to wszystko, na razie bo reszta "się piecze" :D cóż... Pomidory suszone + oliwa z oliwek + świeża pietruszka = klasyka sama w sobie. Bardzo dobre i wyraziste w smaku. Jeżeli ktoś lubi- naprawde polecam. Ja lubię Pesto- owszem, czuć było że jest domowej roboty. Wyraźnie dało sie wyczuc ten charakterystyczny posmak który może dać jeno świeża bazylia. Do tego oliwa, nieco czosnku i inne "tajemnice szefa". Aczkolwiek muszę przyznać że nie rzuciło mnie ono na kolana. Może dlatego że moim zdaniem było za słone. zdecydowanie zmniejszyłbym w nim ilość NaCl. Za to aromat miało bardzo przyjemny. Masło Czosnkowe - oczywiście z czosnkiem i jeszcze z jakims zielem, chyba pietruszką, choć mogło to być także organo drobno pocięte. No i tutaj muszę cos powiedzieć. Nie boje się wyrazić opinii iż BYłO TO JEDNO Z NAJLEPSZYCH MASEł CZOSNKOWYCH JAKIE KIEDYKOLWIEK JADłEM. Delikatna konsystencja, bez wyrazistych grud, czosnek i zioła wkomponowane w idealnych proporcjach. Smak powala. Mocno czosnkowe, choc bez tego charakterystycznego przykrego kwaśno-cierpkiego posmaku. BOMBA! Polecam jak jasna cholera! Po jakims czasie podano nam pieczone plastry szynki parmeńskiej i owe słynne Jackowe "kwadraciki" z ciasta. I musze przyznać że nastąpiła tu pewna dychotomia odczuć. "kwadraciki" okazały się REWELACYJNE ! Cała micha małych (ok. 2cm x2cm x0,5cm), gorących, poduszkowatego kształtu niby-ciastek ze słonego pizzowego ciasta. Poezja! pieczona parmeńska szynka okazała się prawie czystą solą. Po zjedzeniu jednego plastra czułem się jakbym lizał poręcze w Wieliczce od powierzchni do najniższego poziomu. Jakbym był dorszem który obudził się z letargu i spostrzegł że to co z niego zostało jest płaskim płatem solonego mięsa suszącym sie na norweskim słonym wietrze... Wyobraźcie sobie że budzicie się na ciężkim kacu pośrodku wyschnietego słonego jeziora w Afryce. Słonko pali, w gębie wióry a JEDYNE czego jest wkoło pod dostatkiem to kilometry soli... Wyobraźcie sobie winnicę w Toskanii. Piękny południowy, nasłoneczniony stok. Winnica otoczona murkiem z kamieni. Na tym murku lezy sobie pozostawione przez kogos winne grono. Jedna maleńka kuleczka wobec nieskończoności wszechświata. leży sobie.. leży... A słoneczko świeci, praży, przygrzewa... wiaterek wieje... winogronko zaczyna wysychać... kurczyć się... marszczyć... traci wodę i soki... brązowieje... powoli przekształca sie w rodzynka... Po zjedzeniu jednego plasterka tej szynki bedziecie mieli ten proces na żywo w tempie przyspieszonym niczym ostra jazda w "Trainspotting" !! Ta szynka to JEDYNY lek na biegunkę powodujący tak gwałtowna mumifikację pacjenta, że jedyną formą określenia jego wieku jest badanie izotopem węgla C14... czujecie klimat? Zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem ten skubaniec Dratewka nie był przed akcją ze smokiem, na wczasach w Italii... No i w końcu wjechały na stół dania główne: Langusty i Scampi. . A właściwie, wg kucharza: langustynki i Krewetki Black Tiger. A wg mnie to były homarce (czyli po włosku i chorwacku- adriatyckie scampi) i krewetki Pokurcze. i cóż... Langusty vel. langustynki vel. homarce vel scampi - całkiem niezłe. Choć ich liczba raczej nie porażała. Było ich aż 5! sztuk ekhm.. dodam tylko że każdy szanujący się Chorwat nie zasiada do scampi jeżeli nie ma ich przynajmniej 3 kg !! Dlaczego? Wyobrażcie sobie naszego polskiego dorodnego raka. Przepuście go teraz przez obóz koncentracyjny... Czyli na długość się nie zmieni, ale "schudnie" nieco. Homarce sa mniej więcej tej samej długości co nasze raki tylko są szczuplejsze. Tu i tu jadalne mięso jest tylko w odwłoku. Aczkolwiek u naszego raka walec mięsa ma mniej więcej wymiary 5-8cm dł i ze 2cm średnicy. A w homarcach: max 5cm długości i 0,5-1cm średnicy. No nieistotne... Pomyślicie sami- czy jest sens babrać sobie łapska dla pięciu raków na talerzu? :D A właśnie! nie dostaliśmy ŻADNYCH "narzędzi rozbiórkowych" tdo tych pancerniaków. Kompletnie nic. Oczywiście, znaliśmy tajemne sposoby i chwyty "jak wyłuskać scampi w 3 ruchach". Ale gdyby nas tego nie nauczyli chorwaci- musiałbym chyba przypuścić atak nozem do masła na bezbronnego homarca. I to cięciem nyżkiem W knajpach nad adriatkiem ZAWSZE dostaje się specjalne kleszcze (wygądające jak dziadek do orzechów) do miażdżenia pancerza w odwłokach. Nawet jeśli jestes miejscowym i od lat uzywasz do teg wyłącznie rąk- obyczaj nakazuje podać takie ustrojstwo. Co do krewetek- Jacek juz powiedział jak one wyglądały. Dodam jeno tyle: jak na nie spojrzałem od razu przypomniał mi się stary dowcip: Cytuj: kelner do gościa restauracji któremu przed chwilą przyniósł główne danie: -I jak Pan znajduje nasz Befsztyk Szefa? -Z trudem, proszę pana. Z trudem... Nasze homarce i krewetki zamówiliśmy sobie w sosie buzarra, i musze przyznać że kucharz spisał sie naprawdę nieźle. Choć tu również całość była nieco słona było PRAWIE jak we Włoszech. oliwa, czosnek, pietruszka, limonki w ćwiartkach... palce lizać. reasumując: moim zdaniem większość dań była wybitnie za słona. Brakowało mi trochę "łamaczy" smaku w postaci świeżych warzyw (pomidory, rucola) kucharz chyba działał wg motta naszej reprezentacji w piłke nożną: "Chcieliśmy dobrze. Wyszło- jak zawsze" :D No moze nie aż tak żle było. Były blaski i cienie. Postanowiliśmy dać im drugą szansę. Za tydzień na sobotnia kolację zamówiliśmy sobie : Carpaccio z tuńczyka Gnocchi z roladkami wieprzowymi w szynce parmeńskiej ( hehe) z sosem pieprzowo-beszamelowym i buraczkami ( Jacek- dobre to to? Jadłeś, nie?) Łosoś z grilla w sosie kaparowym z puree z selera i czymśtam jeszcze We'll see... co nas nie zabije- to nas wzmocni ! "